brown wooden sticks on black surface

 

Czy nowy Minister Sprawiedliwości „oczyści” polskie sądownictwo?


Ministrem Sprawiedliwości został doświadczony sędzia, ikona oporu przeciw zmianom w wymiarze sprawiedliwości forsowanym przez poprzednią władzę. Człowiek o formacie jastrzębia. Czy nowy Minister Sprawiedliwości uzdrowi polskie sądownictwo?

 

Czy w ogóle może to uczynić bez narzędzia ustaw "naprawczych"? Koalicja rządząca nie ma szans na odrzucenie prezydenckiego weta, a raczej jest pewne, że nowy prezydent nie podpisze żadnej ustawy zmieniającej status quo w sądownictwie. Tymczasem polski wymiar sprawiedliwości powinien być kształtowany przepisami polskiego prawa. Źródłem prawa dla kształtowania ustroju władzy w Polsce nie jest pogląd TSUE czy ETPCz zawarty w uzasadnieniu rozstrzygnięcia. Źródłem prawa nie jest uchwała sejmowa. Źródeł prawa nie może zastąpić sprawczość Ministra Sprawiedliwości wynikająca z jego własnych zapatrywań. Minister Sprawiedliwości związany jest ustawami. Nie ma on kompetencji do dokonywania wiążącej oceny czy są one zgodne czy sprzeczne z Konstytucją. Zatem rzeczywiste pole manewru nie wydaje się być duże.

 

Czy wymiar sprawiedliwości może sam wyeliminować osoby uważane za nie-sędziów? Sędziowie są niezawiśli, a zatem ich ocena w konkretnej sprawie może być różna. Może powstać polityczna presja na sędziów aby nie usuwali nie-sędziów pod rygorem późniejszego usunięcia ich samych. Poza tym czas na rozstrzygnięcie tysięcy takich spraw musiałby być liczony w długich latach (a zatem byłoby bez szybkiego efektu politycznego).

 

 

Problem wymiaru sprawiedliwości, chyba coraz mniej rozumiany przez obywateli (kto i kiedy jest albo nie jest sądem), według stron sporu politycznego w Polsce sprowadza się do tego, że osoby powołane na urząd sędziowski w oparciu o kwestionowaną ustawę o KRS: według jednych są sędziami prawidłowo powołanymi na podstawie ustawy (niezakwestionowanej przez TK), przez prezydenta RP, a przez to nieusuwalnymi. Według innych są „neo-sędziami”, „przebierańcami", "nie-sędziami". Przy czym "nie-sędziowie" są nimi bardziej lub mniej. Mniej „nie-sędziami” są absolwenci Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury. Chyba też mniej „nie-sędziami” są osoby , które można określić jako "Wallenrodów” czy „Winkelriedów”: własną piersią zasłaniających stanowiska sędziowskie, przed obsadzeniem ich przez osoby oczywiście nieodpowiednie, za uprzednim oświadczeniem tego zamiaru. Kryteria wykluczenia nie są precyzyjne. Nic dziwnego: nie wynikają one z ustawy lecz z politycznej narracji.

 

 

W najnowszej historii Polski nie jest to pierwszy przypadek generalnego kwestionowania moralności stanu sędziowskiego. Peerelowscy sędziowie powołani przez oczywiście upolitycznioną Radę Państwa, a w tej grupie sędziowie o postawie całkowicie „służebnej” względem komunistycznej władzy, po 1989 roku całym swoim korpusem stali się sędziami III Rzeczpospolitej. Przy czym wówczas dylemat był prostszy: nie chodziło o to czy osoby powołane przez komunistyczne władze są czy nie są sędziami ale o to czy dalej powinny nimi być. Zwłaszcza, że niektórym z nich zdarzało się nie pamiętać czy nic nie wiedzieć o sędziowskiej niezawisłości. Zatem autorzy politycznych wyroków z czasów Jaruzelskiego, Gierka, Gomułki a nawet z czasów wcześniejszych nie oddali swojej togi. Czy dobrze wówczas się stało? Można mieć poważne wątpliwości

 

Obecnie problem jest jednak dużo większy, choć porównywanie upolitycznienia obecnej KRS do upolitycznienia peerelowskiej Rady Państwa jest nie na miejscu (jeszcze bardziej krytycznie należy się odnieść do budowania analogii odnoszących się do nazistowskich Niemiec). Sędziowie powołani przez prezydenta Dudę z rekomendacji KRS (po budzących wątpliwości konstytucyjne zmianach w ustawie o KRS) wydali olbrzymią ilość rozstrzygnięć i stanowią sporą grupę w korpusie sędziowskim. Pozostaje problem wakatów na stanowiskach sędziowskich, które będzie można obsadzać w oparciu o dotychczasowe przepisy. Nowy prezydent zapewne nie wręczy żadnej nominacji sędziowskiej przy pominięciu obecnej KRS. To duży kłopot wobec narastającego zatoru w wymiarze sprawiedliwości. Nie można wstrzymać naboru na stanowiska sędziowskie na kilka lat. Jeszcze większy dylemat wiąże się z tym, że „nie- sędziowie” mogli wydawać tylko „nie-wyroki”. Bardzo niebezpieczna byłaby konstrukcja, zakładająca że nie-sędzia mógł sprawować wymiar sprawiedliwości w imieniu Rzeczpospolitej. Jakiekolwiek działanie metodą faktów dokonanych nie może podminować pewności rozstrzygnięć w dziesiątkach jeśli nie setkach tysięcy spraw.

 

Trudno byłoby uznać za jakikolwiek sukces wprowadzenie takiej zmiany do wymiaru sprawiedliwości, o której z góry wiadomo, że przetrwa jedynie do czasu wymiany ekipy rządzącej. „Przywrócenie praworządności” na krótko nie jest „przywróceniem praworządności”. To tylko spotęgowanie istniejącego chaosu.

 

Zmiany nie kompromisowe, konfrontacyjne rodzą ryzyko dalszej poważnej polaryzacji wewnątrz środowiska sędziowskiego. Zmiany w wymiarze sprawiedliwości powinny służyć jego wzmocnieniu, a nie osłabieniu. Słabe sądownictwo to słabe państwo. Poprzednia władza, chcąc zaorać pod siebie wymiar sprawiedliwości stworzyła liczną grupę męczenników. Zaoranie wymiaru sprawiedliwości przez obecną władzę ma podobny potencjał. Legendy o męczennikach – jako odwołujące się do emocji – zwykle są świetnym paliwem politycznym.

 

W sporze politycznym wokół wymiaru sprawiedliwości pojawia się wiele mitów. Jednym z nich jest to, że „upolityczniona KRS” to samo zło, a poprzednia KRS to było samo dobro. Świat sędziowski nie jest jednak czarno-biały.

 

 

Jak rozmawiam na co dzień z bezpośrednimi klientami wymiaru sprawiedliwości, to dla nich zupełnie obojętne jest czy ich sprawę będzie prowadził sędzia powołany przez „upolitycznioną KRS”. Liczy się natomiast szybkość i pewność rozstrzygnięcia. W sprawie wymiaru sprawiedliwości nie powinno mieć znaczenia czy jakiś cwany prawnik przeskoczył na zbyt wysoki stołek. Więcej, nie powinny mieć znaczenia ambicje tego prawnika, który został przeskoczony. Istotą jest dobro państwa i jego obywateli.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Blog

26 sierpnia 2025
Potrzeba kompromisu w wymiarze sprawiedliwości