Dzień Niepodległości
10 listopada 2022

Blog

Ucieczki Polaków z Rosji

 

Rok 1918 był magnesem ściągającym do kraju Polaków rozproszonych po całym świecie. Powróciły ich dziesiątki tysięcy. Wielu z nich udało się uciec z Rosji. Wśród nich był m.in. Ferdynand Ossendowski, Stanisław Ignacy Witkiewicz, Bolesław Wieniawa Długoszewski, Igor Abramow – Newerly. Spektakularny charakter miał powrót ocalałych z lodowego marszu niedobitków 5. Dywizji Syberyjskiej, którzy w 1920 roku przypłynęli statkiem z Władywostoku do Gdańska, Jednym z tych bezimiennych był Antoni (jego historię przedstawiłem w e-książce, którą można pobrać ze strony odeysja1918.pl).

Nietuzinkową postacią był Kamil Giżycki. W Wielkiej Wojnie wystąpił początkowo w barwach Franciszka Józefa. Wydawało się z początku, że nie dostanie od losu zbyt wiele szczęścia. Został ciężko ranny pod Częstochową i pojmany do rosyjskiej niewoli, którą spędził na Syberii. W roku 1917 wstąpił do Korpusu Czechosłowackiego, który walczył z bolszewikami, pod dowództwem admirała Kołczaka. W styczniu 1919 roku zmienił mundur i zasilił szeregi polskiej formacji na Syberii. W dowód uznania dla jego talentów został zastępcą dowódcy polskiego pociągu pancernego. Walczył, aż do okrążenia jednostki pod Krasnojarskiem w styczniu 1920 roku. Niemniej nie oddał się do niewoli. Wraz z grupą kolegów udało mu się wydostać z kotła. Próbował zaszyć się przy jakiejś cywilnej pracy. Został jednak aresztowany przez bolszewików i poddany nieprzyjemnym praktykom czerwonego savoir vivre’u. Przy nadarzającej się sposobności uciekł i założył biały oddział partyzancki operujący w Urianchaju. Biali nie zdołali jednak utrzymać się na tym terenie. Giżycki nieszczęśliwie złamał nogę, ale szczęśliwie, na przełomie lat 1920/1921, przedostał się mimo tego do Mongolii. Tam zaciągnął się do oddziałów barona von Ungern. Na potrzeby walki zorganizował manufakturę chemiczną zajmującą się produkcją broni. Nosił Ungern razy kilka i ponieśli wilka. Jego wojsko poszło w rozsypkę. Giżycki miał jednak w sobie niespokojnego ducha i nadal sporo szczęścia. Przedarł się do Mandżurii. Przebył po prostu pustynię Gobi. Jako człowiek wielu talentów pracował w fachu instruktora wojskowego i inżyniera Kolei Wschodniochińskiej. W 1922 roku wstąpił do armii białego generała Piepieljajewa, który zamierzał przeprowadzić kampanię wojenną w rejonie Jakucka. Ostatecznie Giżycki musiał jednak dojść do wniosku, że nie można szczęśliwego losu kusić w nieskończoność. Postanowił powrócić do Polski. Zrezygnował z rajdu na Jakuck.

A jak wyglądały ucieczki z zesłania na Sybir? Były raczej epizodyczne i rzadko kiedy udane. Najbardziej spektakularny plan ucieczki z Rosji zrodził się w głowie Maurycego Beniowskiego, ex-konfederata barskiego. Beniowski rozkochał w sobie córkę gubernatora, która żarliwie pomagała mu w ucieczce. Wzniecił bunt, opanował ze współspiskowcami żaglowiec i umknął z Rosji drogą morską.

Lew Tołstoj (którego nie można mylić z „państwowym” panegirystą Aleksym) w opowiadaniu „Za co?”, na długie lata zatrzymanym na półce przez carską cenzurę, opisuje przypadek powstańca listopadowego Józefa Migórskiego. Zesłaniec chciał po latach wygnania powrócić do kraju. Uradzono zatem, że sfinguje swoją śmierć przez utonięcie. Pomysł „na umarłego” był motywem przewodnim bardzo wielu innych ucieczek. Po urzędowym stwierdzeniu tejże śmierci, przebywająca z nim na zesłaniu żona, już jako wdowa, miała wystąpić do władz o zgodę na powrót wraz z trumnami zmarłych na obczyźnie dzieci. Mogiły ich córek miano rozkopać jedynie dla pozoru. Natomiast w skrzyni przeznaczonej dla transportu zwłok miał się ukryć Migórski. Po bezdrożach, hen do Saratowa, przewidywano transport kołowy tarantasem. Dalej, ucieczka łodzią przez Morze Kaspijskie, do ówczesnej Persji. Niestety mistyfikacja została odkryta. Uciekinier mógł liczyć na wymierzenie urzędowej kary tysiąca kijów, ewentualnie zmniejszonej dzięki łapówce. Lew Tołstoj odniósł się przy tym do autentycznej historii Wincentego Migurskiego. Skazanie na karę uderzeń kijami było niebywale okrutne. Z innych źródeł wynika, że skazaniec – w wyniku wykonania takiej kary – miał ciało otwarte aż do kości, a i te były masakrowane. Drakońska kara miała zniechęcać innych od podejmowania prób ucieczki z miejsca zsyłki.

Swego czasu z okolic Nerczyńska udało się czmychnąć trzem Polakom. Umykali chyłkiem wzdłuż Amuru. Musieli nieźle uważać, bo Amur jest żeglowny i kręciło się po nim sporo statków i łodzi. Władze carskie zaoferowały Mandżurom sowite nagrody za ujęcie zbiegów. Łowców nagród było wielu. Plan zbiegów polegał na przyłączeniu się do tunguskich myśliwych. Udało się. Przebywali bezpieczni wśród krajowców aż dwie zimy. Szukali dalszej dogodnej sposobności. Wreszcie natknęli się na japońskich kupców, z którymi udali się w kierunku wyspy Sachalin. Po kilku miesiącach oczekiwania na dalszą okazję zamustrowali się na przepływający w pobliżu amerykański statek wielorybniczy.

Fantastyczna historia wiąże się z zesłańcem Tomaszem Mrozowskim. Środki pieniężne na ucieczkę miał zdobyć grając w karty. Przy czym grać w karty to on potrafił… Prawdopodobnie był najlepszym szulerem w historii Irkucka. Mrozowski był zatem dobrze zaopatrzony finansowo. W czasach, gdy nie było tam jeszcze kolei, podróżowano konno (wymieniając wierzchowce w specjalnych stacjach) albo tarantasem. Nie było to tanie wędrowanie. Dodatkowo zapobiegliwy Mrozowski miał odpowiedni, oryginalny, dokument podróżny prosto z kancelarii gubernatora. Nie wykluczone, że mógł go również wygrać w karty. Któryś z urzędników mógł nie być koniec końców świnią, która tylko czeka na łapówkę i po przegranej grze zachował się honorowo…

Jarosław Dąbrowski, znany szerzej publice przynajmniej z banknotów emitowanych przez NBP w okresie PRL, umknął z etapu drogi na zsyłkę. Uczynił to w przebraniu niewieścim. Jak pamiętamy z banknotu miał on zarost. Panna z wąsem wzbudzałaby podejrzenie i niezdrową sensację. Skoro jednak próba uwolnienia się była udana, Dąbrowski musiał na ów defekt wyglądu znaleźć jakiś właściwy sposób. Podobno inny skazaniec wystukał mu przez ścianę w celi namiar na bibliotekarkę, która mogła udzielić mu pomocy. Dąbrowski, po ucieczce z więzienia, cały czas jeździł po mieście dorożkami, aby wieczorem udać się pod wskazany mu adres. Jak załatwił sobie dokumenty na wyjazd z kraju? Zrobił to osobiście, udając się do właściwego urzędu, w pożyczonym futrze i w pożyczonym pierścieniu z brylantem na palcu. Zarówno garderoba jak i biżuteria tym razem była kroju męskiego. Olśnił urzędnika, który z uniżonością wypełnił potrzebne formularze. Rosyjskie urzędy wyrastały z tradycji ukazu Piotra I Wielkiego: „podwładny powinien przed obliczem przełożonego mieć wygląd lichy i durnowaty, tak by nie peszył jego swoim pojmowaniem istoty sprawy”.